Bieszczady Sylwester 2019_63Bieszczady – Chatka Puchatka Nowy Rok 2020

Na nasz wyjazd sylwestrowy w Bieszczady obraliśmy sobie jeden cel, „Tym razem nie wyjedziemy z Bieszczad bez odwiedzenia sławnego górskiego schroniska Chatka Puchatka i zmierzymy się górą”.

Za każdym razem będąc w tych rejonach myśleliśmy o wspólnej wyprawie na szczyt Połoniny Wetlińskiej i zobaczeniu schroniska z bliska na własne oczy. Zawsze jednak coś nam w realizacji tego postanowienia przeszkadzało i chochliki kierowały nas w inną stronę. Z racji tego, że zostaliśmy w Bieszczadach na Sylwestra, przywitanie Nowego Roku tą wyprawą stało się naszym pierwszym noworocznym postanowieniem.

Wycieczkę tak jak i wielu turystów przed nami

rozpoczęliśmy standardowo od przyjazdu na Przełęcz Wetlińską samochodem. Po opłaceniu parkingu w kwocie 25 zł (!) i otrzymaniu nie wiadomo jaki czas wcześniej wydrukowanego paragonu, około godziny 10:00 udaliśmy się żwawym krokiem w kierunku szlaku do Chatki.

Temperatura oscylowała w okolicy – 8 stopni Celsjusza, ale mimo to nie byliśmy na szlaku osamotnieni. Zapewne miało z tym wiele wspólnego piękne zimowe słońce i bezchmurne, niebieskie niebo. Tak iście bajeczna pogoda przyciągnęła w to miejsce naprawdę sporo turystów. Na drodze spotykaliśmy rodziny z dziećmi, młodzież a także osoby starsze. Tak jak to bywa na górskich szlakach, niektórych śpiesząc na szczyt wyprzedzaliśmy my, inni z kolei czasami wyprzedzali nas.

Bieszczady Chatka Puchatka Przełęcz Wetlińska _foto Żaneta Kuryło_035Bieszczady przyciągają swoją magią.

Według znaków, kierując się żółtym szlakiem mieliśmy 1:15 godz. marszu pod górę. Jednak często robiliśmy na naszej drodze przystanki. Spowodowane to było miejscami naprawdę śliską i zlodowaciałą nawierzchnią. Mroźnym powietrzem, które dało się we znaki naszym płucom, a także chęcią zrobienia jak największej ilości zdjęć przepięknych górskich krajobrazów.

W celu upamiętnienia wszystkiego, co widzieliśmy na własne oczy i zaprezentowania Wam. Przecieraliśmy niejednokrotnie oczy ze zdumienia, urzeczeni naturalnym pięknem bajkowych Bieszczad.

Około godziny dwunastej, czyli po mniej więcej dwóch godzinach wspinaczki. Mogliśmy teraz celebrować dotarcie do celu. Na samym szczycie wiał bardzo mroźny wiatr. Jednak nie popsuł on nikomu humoru. Wokół panowała atmosfera wzajemnej życzliwości.

Od 2015 r. Chatka należy do

Bieszczadzkiego Parku Narodowego i nie jest formalnie schroniskiem a schronem turystycznym. Na miejscu działa sezonowa dyżurka GOPR. Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu w ofercie schroniskowego sklepiku był żurek i nawet ciasto marchewkowe. 🙂 Ceny też nie były wygórowane, co było miłą niespodzianką.

Schronisko oferuje noclegi turystyczne w cenie 20 zł za osobę. W schronisku mogliśmy się nieco ogrzać, odpocząć i wypić pyszną, gorącą herbatę z imbirem, sokiem malinowym i pomarańczą, a nawet nabyć znaczki kolekcjonerskie.

Po pół godzinnym odpoczynku,

gonieni nieubłaganym upływem czasu ruszyliśmy niechętnie w drogę powrotną. Oczywiście idąc w dół pokonaliśmy ją znacznie szybciej niż w górę, a tym samym nie dopadało nas zmęczenie.

Droga powrotna okazała się

momentami groźniejsza z powodu bardzo śliskiej nawierzchni. Cały czas wyślizgiwanej przez dzieci zjeżdżające na „jabłkach”, a także nierozważnych dorosłych ślizgających się na butach i tyłkach. Wystarczyła dosłownie chwila nieuwagi, a nasza przygoda skończyłaby się mało przyjemnie. Na szczęście nic poważnego oprócz dwóch niegroźnych upadków nam się nie przydarzyło.

Bogatsi o nowe wspomnienia

i doświadczenia wybraliśmy się na kąpiel w stawie w Wilczej Jamie.  Z Bieszczad do Warszawy wyjechaliśmy po południu z uśmiechami od ucha do ucha i pełni energii.

Na koniec informacja dla tych, którzy chcieliby w najbliższej przyszłości odwiedzić Chatkę Puchatka i odbyć wspaniały spacer. Z wizytą trzeba się śpieszyć. Bieszczadzki Park Narodowy podpisał umowę na remont schroniska i prace rozpoczną się wiosną br. Potrwają ok. 20 miesięcy. Ta zima więc jest ostatnią okazją do odwiedzenia tego miejsca przed bardzo długą przerwą.

Moja galeria zdjęć – Żaneta J Kuryło.